Jak na Poznański Czerwiec 1956 zareagował redaktor naczelny paryskiej „Kultury” Jerzy Giedroyc? W jakich okolicznościach zrodził się pomysł poznańskiego wiecu w Paryżu z udziałem Alberta Camusa? Jakie przesłanie zawarł słynny pisarz w swojej mowie pt. „Poznań”, odczytanej w Salle Wagram? Dlaczego jego samego ostatecznie tam zabrakło?
Na te i inne pytania odpowiada w swoim wykładzie dr Piotr Grzelczak z Oddziałowego Biura Badań Historycznych IPN w Poznaniu.
„Zmęczeni dyktaturą, głodem i przymusem pracy. Z gołymi rękami przeciw rosyjskim czołgom. Robotnicy Poznania zażądali wolności. Zapłacili za to setkami zabitych i rannych, tysiącami aresztowanych. Lud Paryża odpowie na ich zew. Da wyraz swojej z nimi solidarności”. Duże, barwione na pomarańczowo plakaty o takiej treści zawisły w pierwszych dniach lipca 1956 roku na paryskich słupach ogłoszeniowych, zapowiadając zgromadzenie zwołane w geście solidarności z robotnikami Poznania, którzy 28 czerwca 1956 roku wypowiedzieli posłuszeństwo komunistycznej dyktaturze.
Najmocniej na ceglastym plakacie jaśniało nazwisko Alberta Camusa, jednego z największych europejskich intelektualistów XX wieku, którego powszechna rozpoznawalność zdawała się niejako z góry gwarantować odpowiednią frekwencję na samym spotkaniu, a także skutecznie koncentrowała i podtrzymywała uwagę francuskiej, a co za tym idzie zachodnioeuropejskiej opinii publicznej wokół zbuntowanego Poznania i jego krwawej ofiary.
Wszystko to pozostaje zapomnianą dziś zasługą Jerzego Giedroycia. Założyciel Instytutu Literackiego uznał bowiem, że w tak ważnym dla Polski i Europy Środkowo-Wschodniej momencie dziejowym jakim był „Poznań”, należy działać nie tylko za pośrednictwem polityków, ale i intelektualistów, uczonych, artystów i ludzi pióra, których siła publicznego rażenia była niekiedy znacznie większa niźli w przypadku całej rzeszy gabinetowych prominentów, partyjnych działaczy i urzędników. Ktoś tak rozpoznawalny jak Albert Camus spełniał owo kryterium z nawiązką.