Po raz czwarty przy Kwaterze Siedmiu Grobów w historycznych lasach Palędzia i Dąbrówki (Lasy Palędzko-Zakrzewskie) odbyły się uroczystości patriotyczne pt. „Tajemnice”, które zorganizował Urząd Gminy w Dopiewie. Wpisują się one w ogólnopolskie obchody Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Niemieckich Nazistowskich Obozów Koncentracyjnych i Obozów Zagłady, który przypada na dzień 14 czerwca. W uroczystościach brali udział uczniowie większości ósmych klas szkół z terenu gminy Dopiewo. Wydarzenie miało na celu upamiętnienie kilku tysięcy Wielkopolan zamordowanych przez niemieckie formacje SS i gestapo w tych lasach w latach 1939-1942.
Po odśpiewaniu hymnu państwowego głos zabrali: wójt gminy Dopiewo Sławomir Skrzypczak, Paweł Jazy członek Zarządu Powiatu Poznańskiego, Marta Szczesiak-Ślusarek – Naczelnik Oddziałowego Biura Edukacji Narodowej IPN w Poznaniu oraz Tomasz Cieślak (IPN w Poznaniu). W dalszej części uroczystości odbył się apel pamięci, a liczne delegacje złożyły wiązanki i kwiaty.
W trakcie wydarzenia o oprawę muzyczną zadbała Orkiestra Reprezentacyjna Sił Powietrznych pod dowództwem tamburmajora mł. chor. Mateusza Osowskiego.
Pomysłodawczynią projektu jest Małgorzata Rogal-Dropińska, która go koordynuje wraz z Magdaleną Siemiątkowską. Po oficjalnych obchodach odbyło się plenerowe spotkanie historyczno-edukacyjne dla uczestników na polanie Koła Łowieckiego 113 „Wilk” w Dopiewcu.
Masowe egzekucje polskich obywateli II RP w lasach Palędzia i Dąbrówki k. Zakrzewa w latach 1939-1942
Lasy Palędzia i Dąbrówki kryją jedną z największych zbrodni ludobójstwa dokonanych przez Niemców w Wielkopolsce w okresie II wojny światowej. W latach 1939-1942 zamordowano w nich od kilku do kilkunastu tysięcy Polaków. Dokładna liczba zabitych, z uwagi na zatarcie przez niemieckich sprawców w 1944 r. śladów zbrodni, nie jest znana do dnia dzisiejszego. Większość ofiar stanowili polscy więźniowie Fortu VII w Poznaniu.
Miejsce tych egzekucji Niemcy wybrali nieprzypadkowo. Ten gęsty kompleks leśny znajdował się stosunkowo blisko Poznania, a w szczególności Fortu VII. Niebagatelne znaczenie miał też fakt, że wieś Zakrzewo, w większości zamieszkała przez Niemców, stanowiła naturalne zaplecze logistyczne dla tego zbrodniczego procederu. Po zakończeniu działań wojennych w 1939 r. większość z niemieckich mieszkańców Zakrzewa gremialnie wstąpiła do SS i SA. W późniejszym okresie stali się oni wspólnikami tej niesłychanie odrażającej zbrodni i beneficjentami „łupów” po zamordowanych Polakach.
W dniu poprzedzającym rozstrzelanie więźniów okoliczna ludność niemiecka wykorzystywana była do kopania dołów śmierci w lesie. Wyjątkiem był pierwszy dół, który pod przymusem wykopali polscy robotnicy leśni (Kwatera Duchownych). Zasypywali już go miejscowi Niemcy. Kopano zazwyczaj nieregularne doły, podobne do rowów przeciwlotniczych. Powojenne badania wykazały, że większość z nich miała około 10 m długości. Niektóre miały nawet sięgać 25 m!
W dniu egzekucji zachowywano w okolicy lasu większe środki ostrożności, obstawiając teren przyszłej zbrodni uzbrojonymi, okolicznymi Niemcami, głównie młodymi członkami niemieckich oddziałów szturmowych SA (niem. Sturmabteilung). Tego dnia dla Polaków obowiązywał zakaz wstępu do lasu pod groźbą utraty życia. Każdorazowo wykaz osób do rozstrzelania sporządzało i dostarczało z Domu Żołnierza do Fortu VII poznańskie gestapo. Na podstawie tych list gromadzono w fortecznych korytarzach wybranych więźniów, którzy czekali do czasu przybycia aut ciężarowych, zazwyczaj od dwóch do pięciu. Czasem w celu uspokojenia zdenerwowanych więźniów pozwalano zatrzymać im rzeczy osobistego użytku. Tak uformowaną kolumnę przeznaczonych do stracenia więźniów ładowano na samochody ciężarowe i wywożono w nieznanym im kierunku.
Przez cały okres akcji eksterminacyjnej ten sposób będzie przez Niemców niezmiennie praktykowany. Wraz z samochodami ciężarowymi jako obstawą z przodu i z tyłu, wjeżdżały do lasu również samochody osobowe kierowane przez wysokich rangą funkcjonariuszy SS i SD (niem. Sicherheitsdienst). Krótko po wjechaniu całej kolumny na leśny dukt słychać było pojedyncze strzały, w późniejszym okresie także przerywane serie z broni maszynowej. Niemcy, chcąc utrudnić lokalizację grobów, zmieniali miejsca egzekucji. Rozstrzeliwań dokonywali zarówno w należącym przed wojną do polskiej rodziny Czartoryskich z Konarzewa Lesie Palędzia, a także w będącym własnością niemieckiej rodziny von Tempellhoff Lesie Dąbrówki. Egzekucji dokonywano kilka razy w tygodniu, z największym nasileniem na przełomie lat 1939/1940.
Rozpoczęte przez Niemców jesienią 1939 r. rozstrzeliwania kontynuowano w następnych latach aż do 1942 r. Niewątpliwie możemy nigdy nie dowiedzieć się, ilu Polaków Niemcy zamordowali w tych lasach. Jednym z powodów tego stanu rzeczy jest kolejna zbrodnia, jakiej dopuścili się funkcjonariusze III Rzeszy. Tym razem była to zbrodnia na polskiej pamięci. Dla zatarcia śladów w 1944 r. zwłoki rozstrzelanych polskich obywateli znajdujące się w poszczególnych mogiłach zostały wykopane i spalone na drewnianych stosach przez specjalną grupę składającą się z funkcjonariuszy SS (niem. Sonderkommando Legath) z Inowrocławia. W oficjalnych niemieckich dokumentach określa się ten oddział także jako Wetterkommando Legath (tłum. komando pogodowe Legath). Miało to na celu ukrycie jego faktycznej działalności.
Działania tego komanda były częścią prowadzonej przez Niemców na terenie całej okupowanej Europy akcji zacierania śladów, zwanej także akcją ekshumacyjną o kryptonimie „1005”. Oddział przybyły do Lasów Palędzia i Dąbrówki z Inowrocławia składał się z kilku nadzorujących prace ekshumacyjne niemieckich funkcjonariuszy SS oraz więźniów, którzy pod przymusem wykopywali z masowych grobów rozkładające się zwłoki, układali je na specjalnie do tego przystosowanych drewnianych stosach i je palili. Skąd pochodzili osadzeni, tego nie udało się z całą pewnością ustalić, ale według nielicznych świadków, mogli to być więźniowie z obozu karno-śledczego w Żabikowie. Pozostałości ludzkich szczątków ponownie wrzucano do dołów, które zakopywano i obsadzano roślinnością. Akcja zacierania śladów w lasach w okolicach Zakrzewa miała trwać kilka tygodni, a wykonujący je więźniowie zostali w końcowym etapie prac zamordowani przez esesmanów, następnie spaleni, a ich szczątki zakopane. W ten sposób Niemcy pozbyli się ostatnich świadków.
Szerzej zobacz: Cieślak T., Szczesiak-Ślusarek M., Rogal-Dropińska M., Niemieckie zbrodnie w Lasach Palędzia i Dąbrówki k. Zakrzewa w latach 1939-1942 (Lasy Zakrzewsko-Palędzkie), Poznań-Dopiewo 2023.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Cieślak













