Wizyta w miasteczku Mauthausen
U podnóża KL Mauthausen znajduje się miasteczko, od którego obóz przyjął swoją nazwę. Malownicza miejscowość od momentu wybudowania obozu w 1938 r. już na zawsze kojarzy się z tym okrutnym miejscem. Uczestnicy wyjazdu udali się na miejscowy rynek, gdzie znajduje się charakterystyczna rzeźba naturalnej wielkości sarenki, wykonana z pochodzącego z okolicznych kamieniołomów granitu. Z rzeźbą tą wiąże się wyjątkowa historia z polskim akcentem.
Sarenkę wykonał Stanisław Krzekotowski (1921-1996), polski więzień niemieckich obozów koncentracyjnych zlokalizowanych na terenie Niemiec i dzisiejszej Austrii. Utalentowany artystycznie i pochodzący z Poznania Stanisław Krzekotowski, był mistrzem kamieniarskim, który 20 kwietnia 1940 r. został przez niemieckie władze okupacyjne aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym Fort VII w Poznaniu na terenie okupowanej Polski (KL Posen). Z Poznania przeniesiono go do KL Dachau (Niemcy), a w dalszej kolejności do obozów koncentracyjnych Mauthausen i Gusen (Austria), gdzie pracował niewolniczo w tamtejszych kamieniołomach.
Kierujący pracami kamieniarskimi w KL Gusen Johann Prinz, w 1943 r. zauważył i docenił zdolności manualne Stanisława Krzekotowskiego, powierzając mu wykonanie rzeźby przedstawiającej sarnę. Miała ona ozdobić ogród komendanta obozu koncentracyjnego w Mauthausen Franza Ziereisa. Rzeźba została wykonana i umieszczona w miejscu przeznaczenia. Podczas wyzwolenia obozu przez Armię Amerykańską w maju 1945 r. ogród Ziereisa zniszczono, jednak rzeźbę oszczędzono, dzięki wstawiennictwu syna kamieniarza z KL Gusen Johanna Prinza juniora.
Stanisław Krzekotowski po wyzwoleniu KL Gusen chciał podarować Prinzowi sarenkę, jednak ten rzeźby nie przyjął. Sarenka została przeniesiona do miasteczka Mauthausen i umieszczona na skwerze przed tamtejszym urzędem gminy. Dzieje rzeźby były na tyle charakterystyczne na tle brutalnej codzienności obozu koncentracyjnego, że wiedza o niej była przekazywana kolejnym pokoleniom. W 1998 r. podczas rocznicowych uroczystości upamiętniających wyzwolenie obozu, które nastąpiło 5 maja 1945 r., doszło do spotkania córki Stanisława Krzekotowskiego i wnuka Johanna Prinza. Owocem spotkania było uzupełnienie dotychczasowej wiedzy na temat rzeźby i wskazanie nazwiska jej autora, którego Johann Prinz nie pamiętał.
Staraniem rodziny Prinzów udało się zrealizować życzenie Stanisława Krzekotowskiego, przekazane przez jego córkę Barbarę, aby obok rzeźby stanęła tablica informacyjna. Zawiera ona następujący opis: Stanisław Krzekotowski, mistrz kamieniarski, więzień Fortu VII, obozu koncentracyjnego Dachau i Gusen, ukochany mąż, ojciec, dziadek i pradziadek, żył 75 lat.
Tablica od lat jest miejscem, które odwiedzają uczestnicy wszystkich Wyjazdów Pamięci. Stała się w pewnym sensie symbolem, który został uwieczniony także na koszulkach zaprojektowanych przez Instytut Pamięci Narodowej i noszonych przez uczestników wyjazdu.
Podczas wizyty w miasteczku mieliśmy okazję porozmawiać z jednym z urzędników pobliskiego magistratu i przekazać mu informacje o Sarence, a także oczekiwania polskiej strony w stosunku do stojących w pobliżu rzeźby umywalni pochodzących z pobliskiego KL Mauthausen, które do niedawna pełniły rolę kwietników. Dzięki naszym zabiegom już nimi nie są, ale nadal nie są w pełni zabezpieczone i opisane. Spotkaliśmy się z życzliwością i zapowiedzieliśmy nasze dalsze wizyty w tym miejscu.
Zwiedzanie Miejsca Pamięci Mauthausen
Uczestnicy wyjazdu, wśród których znaleźli się członkowie rodzin pomordowanych w niemieckich obozach koncentracyjnych zlokalizowanych na terenie Austrii, udali się do Miejsca Pamięci Mauthausen (KZ-Gedenkstätte Mauthausen), utworzonego w miejscu funkcjonowania w latach 1938-1945 niemieckiego obozu koncentracyjnego. Pobyt polskiej grupy w tym miejscu był okazją do zwiedzenia całego terenu byłego obozu oraz wystawy stałej zaaranżowanej w zabudowaniach należących dawniej do KL Mauthausen. Przedstawiciele strony polskiej złożyli także kwiaty pod głównym pomnikiem upamiętniającym polskie ofiary tego obozu, a także dokonali prywatnych upamiętnień. Rodziny ofiar otrzymały również możliwość odszukania w spisach pomordowanych swoich bliskich. To zawsze wyjątkowe i pełne wzruszeń chwile. Większość z członków grupy i samych rodzin była w tym miejscu pierwszy raz w życiu, a kamienna twierdza zbudowana rękoma więźniów zrobiła na nich duże wrażenie. W tym roku doszło do kolejnej sytuacji, kiedy jedna z uczestniczek wyjazdu, laureatka konkursu IPN, przeglądając księgę zgonów w „Izbie Nazwisk” Miejsca Pamięci Mauthausen dowiedziała się, że jej dziadek nie zginął tym miejscu, tak jak myślała rodzina, ale został zamordowany w Zamku Hartheim. To było niezwykłe wydarzenie i cieszymy się, że rodziny pomordowanych dzięki tym wyjazdom odnajdują prawdę o swoich bliskich.
Wielogodzinny pobyt w tym miejscu był także wyjątkową okazją do szczegółowego zapoznania się ze sposobem upamiętniania przez Austriaków zbrodni dokonanych przez narodowych socjalistów na terenie dzisiejszej Austrii w okresie II wojny światowej. Zabudowania KL Mauthausen, w przeciwieństwie do KL Gusen, są w pełnie zachowane i praktycznie cały teren obozu jest częścią Miejsca Pamięci. W tym roku dzięki staraniom Elżbiety Rybarskiej, prezes Stowarzyszenia Rodzin Polskich Ofiar Obozów Koncentracyjnych, udało się odnaleźć kolejne miejsce związane z tragiczną historią tego obozu. Jest to część wzgórza poza dzisiejszym terenem Miejsca Pamięci, na którym znajduje się tablica informacyjna i krzyż. W tym miejscu w okresie funkcjonowania obozu Niemcy wyrzucali ludzkie szczątki pochodzące z krematorium KL Mauthausen. Wcześniej to miejsce nie było zwiedzane przez polskie grupy. Teraz mamy nadzieję, że to się zmieni.
Warte odnotowania jest również otwarcie i odpowiednie zabezpieczenie przez stronę austriacką do tej pory niedostępnych „schodów śmierci” prowadzących do kamieniołomu KL Mauthausen Wiener Graben. Ich otwarcie jest wynikiem nacisków społeczności międzynarodowej skupiającej rodziny ofiar, w tym Polaków. Ich zamknięcie przed kilku laty „podyktowane” było względami bezpieczeństwa. Obecnie zostały odpowiednio zabezpieczone i w ciągu dnia można po schodach bezpieczne chodzić. „Schody śmierci” są symbolem okrucieństwa KL Mauthausen i wizyta w tym miejscu jest dla wielu rodzin ogromnym przeżyciem.
W KZ-Gedenkstätte Mauthausen zwiedzający mogą korzystać z przewodników audio w j. polskim. Do pobrania w recepcji są również drukowane przewodniki, także w j. polskim.
KL Mauthausen 1938-1945
KL Mauthausen został założony w sierpniu 1938 r. po Anschlusie Austrii. Wtedy do tego miejsca, w okolicach kamieniołomów Wiener Graben, przybyli pierwsi więźniowie z KL Dachau. To właśnie z uwagi na bliskość wspomnianego kamieniołomu SS postanowiła zlokalizować w tym miejscu obóz, który przeszedł do historii, obok bliźniaczego KL Gusen, jako jeden z najcięższych miejsc eksterminacji obywateli 28 narodowości, w tym głównie Polaków. Głównym zadaniem więźniów było wydobywanie kamienia, a był to jeden z najlepszych granitów w Europie.
Oprócz zysków ekonomicznych, poprzez katorżniczą pracę Niemcy osiągali także wymiar polityczny. Była to eksterminacja więźniów. KL Mauthausen obok KL Gusen należał do obozów III kategorii. Zesłanie do tego miejsca było odroczoną w czasie karą śmierci. „Aspołeczny” więzień polityczny (tak Niemcy nazywali m.in. najwybitniejszych przedstawicieli polskiej inteligencji), który tam trafiał, w zamyśle SS nie rokował na „resocjalizację” i miał przeżyć zaledwie trzy miesiące. To była okrutna statystyka, która poprzez głód, zbrodnie i choroby zbierała śmiertelne żniwo. Z czasem SS zaczęła angażować więźniów do pracy w przemyśle zbrojeniowym III Rzeszy. Od 1943 r. KL Mauthausen stał się centrum całego systemu obozów koncentracyjnych zlokalizowanych na terenie dzisiejszej Austrii, który zatrudniał dziesiątki tysięcy więźniów. Warunki życia niektórych z nich poprawiły się, ale większość uwięzionych niezdatna do pracy była bezwzględnie mordowana albo umierała z powodu pogarszających się warunków egzystencji i wszechobecnych chorób.
Od momentu powstania obozu w sierpniu 1938 r. do jego wyzwolenia 5 maja 1945 r. przez armię amerykańską, przez cały system KL Mauthausen-Gusen, który liczył kilkadziesiąt podobozów, przeszło 190 000 osób, z czego 90 000 zmarło lub zostało zamordowanych. Najliczniejszą grupę wśród ofiar stanowili Polacy. KL Mauthausen został wyzwolony przez armię amerykańską 5 maja 1945 r.
Ruiny Zamku Spielberg – wykopaliska archeologiczne w Gusen
Po wizycie w miasteczku i Miejscu Pamięci Mauthausen uczestnicy wyjazdu dotarli do ruin Zamku Spielberg znajdującego się niedaleko Gusen.
Z oddalonym o kilka kilometrów od KL Mauthausen obozem koncentracyjnym Gusen związana jest niezwykła historia. Jesienią 1941 r. komendant KL Gusen Karl Chmielewski, zwany „diabłem z Gusen”, ogłosił na jednym z apeli, że poszukuje ochotników-archeologów do nowego komanda. Początkowo, wietrząc podstęp, nikt z więźniów się nie zgłosił. Z czasem jednak okazało się, że w okolicach Gusen mają być prowadzone badania archeologiczne i w oparciu o tę wiedzę dzięki pracy Władysława Gębika i Kazimierza Gelinka powstało specjalne komando Spielberg. Początkowo, głównie z uwagi na znajomość łaciny, zostało ono zasilone przez 27 księży więzionych w Gusen. Po ich przeniesieniu do KL Dachau, dzięki wytężonej pracy głównie Władysława Gębika, do komanda trafiło bardzo wielu polskich więźniów, w większości przedstawicieli polskiej przedwojennej inteligencji. Komando z racji prowadzenia specyficznej działalności dawało wycieńczonym więźniom szansę na przeżycie tego okrutnego miejsca.
Celem tego komanda, które było jednym z wielu komand Gusen, było prowadzenie prac wykopaliskowych w oddalonych o 3 km od obozu koncentracyjnego w Gusen, ruinach zamku Spielberg. Z komandem Spielberg związane jest utworzenie w Gusen zrębów tajnej polskiej organizacji, która postanowiła sobie za cel ocalenie życia i godności ludzkiej w Gusen. Na czele tajnej organizacji stanął wspomniany Władysław Gębik, przedwojenny dyrektor polskiego gimnazjum w Kwidzyniu. Odegrał on ogromną rolę w społeczności polskich więźniów w Gusen.
W ruinach zamku Spielberg polscy „archeolodzy”, którymi byli w większości nauczyciele i przedstawiciele wolnych zawodów, dokonali spektakularnych odkryć archeologicznych na skalę światową. Nie to w tym było jednak najważniejsze. Ruiny zamku, który postanowiła odwiedzić polska delegacja, skrywają więcej tajemnic. To tam zaangażowani w działalność konspiracyjną Polacy kierowali najbardziej wycieńczonych więźniów. Wszystko po to, by doszli do sił i mogli przetrwać KL Gusen. Tam także powstawała poezja gusenowska, która podtrzymywała na duchu tysiące z nich. To właśnie tam Włodzimierz Wnuk napisał wiersz „Dla nas słońce nie zachodzi”, a Lubomir Szopiński skomponował do tych słów melodię. Tym sposobem stała się ona „Pieśnią Gusenowców”.
Wizyta w tym miejscu była miłym akcentem Wyjazdu Pamięci 2025. Dzięki temu ten mało znany epizod z historii KL Gusen mógł zostać zaprezentowany szerszemu gronu.
Tekst i zdjęcia Tomasz Cieślak